Wyjazdy na Sri Lankę organizują polskie biura podróży. Pracowałem dla Orbisu i Ecco, jako turysta byłem w 2004 roku z Opal Travel. Coraz więcej Polaków, szczególnie znających języki obce, przyjeżdża tez na Sri Lankę z biurami niemieckimi, brytyjskimi i innymi, oferującymi obsługę w innych niż polski językach.
Oferty biur podróży warto dokładnie przestudiować, różnią się one bowiem nie tylko cenami proponowanych hoteli, wyżywienia i przelotu, ale i trasą części objazdowej, jeśli wybierze się taką opcję, co serdecznie polecam. No, chyba że dwa tygodnie leżenia na plaży, to jest akurat to, o co chodzi. Ale i wtedy zarówno współpracujące z polskim czy zagranicznym lokalne biuro podróży, jak i plażowi naganiacze, czyli „beach boys", co tłumaczyć należy raczej jako „chłopcy do wszystkiego" niż „chłopcy plażowi", oferować będą jedno i parodniowe wycieczki po bliższej i dalszej okolicy. I trzeba wykazać się nie lada odpornością, by tym ofertom się oprzeć.
Dlaczego polecam objazdówkę, a raczej kombinację objazdu z wypoczynkiem, bo taki wariant oferowany jest najczęściej? Bo to taniej, ciekawiej i mniej czasu spędzonego w autobusie. Dojazd do najciekawszych atrakcji turystycznych wyspy, położonych w Trójkącie Kulturowym Kandy-Anuradhapura-Pollonaruwa z hoteli na południu, gdzie najczęściej zatrzymują się turyści, trwa co najmniej 5-6 godzin, pomimo że odległość nie przekracza 200 km. Decyduje o tym zły stan wąskich i krętych dróg, ogromny ruch, jaki na nich panuje, a także częste kontrole pojazdów przez policję i wojsko, spowalniające tempo jazdy. Jeśli odwiedza się te zabytki podczas tygodniowego objazdu, nocując w pobliskich hotelach, jest znacznie więcej czasu na ich spokojne oglądanie, fotografowanie życia codziennego, zakupy, samodzielne spacery, czyli to, co najciekawsze. Natomiast dojazd z południa wyspy, a nawet z Kolombo, wymaga wstania o świcie i powrotu do hotelu późną nocą oraz spędzenia w autobusie nawet do 12 godzin dziennie. Szkoda się tak mordować.
Tym, którzy znają angielski i mają żyłkę podróżnika polecam samodzielną wyprawę na Sri Lankę. Przelot w obie strony kosztował w sezonie 2007 roku około 2,5 - 3 tys. złotych, ale szalejące ceny paliwa, pazerność rządu i ograniczenia czarterów związane z pogorszeniem się warunków bezpieczeństwa na wyspie powodują, że w 2008 mogą one być wyższe.
Polecam Austrian Airlines, które jesienią 2007 przywróciły raz w tygodniu bezpośrednie połączenie Wiedeń-Kolombo, co oznacza możliwość podróży z Polski z jedną przesiadką w stolicy Austrii. Większość przewodników i bur podróży oferuje przelot z dwiema przesiadkami - z Warszawy lub innego polskiego lotniska do któregoś z portów zachodniej Europy, stamtąd do Kuwejtu, Abu Dhabi albo Delhi i po kolejnej przesiadce do Kolombo. Warto dokładnie wypytać się w biurze albo jeszcze lepiej przestudiować samemu w internecie czas tych połączeń, a szczególnie czas oczekiwania w porcie Europy Zachodniej i na Półwyspie Arabskim, bo zdarzało się, że odbierałem skrajnie wyczerpanych turystów po 24 godzinnej podróży. Sam też zaliczyłem 11-godzinne oczekiwanie na lotnisku w New Delhi. Żadne sklepy wolnocłowe ani nawet wygodne, rozkładane fotele na lotniskach arabskich nie rekompensują zmęczenia taką podróżą, zwiększa się także ryzyko zagubienia bagażu. Ale ostrzegam także przed połączeniami w których czas miedzy przylotem a odlotem z lotniska pośredniego jest mniejszy niż dwie godziny - to za mało, można nie zdążyć, większa tez jest szansa, że bagaż nie doleci, a oczekiwanie na niego dwa, trzy czy więcej dni nie należy do przyjemności. Warto pamiętać o generalnej zasadzie turystycznego pakowania się: najważniejsze i najcenniejsze rzeczy (aparat foto, kamera, laptop) do podręcznego, także tam zmiana bielizny, szorty, koszulka, i pakowanie walizek tak, by jeśli zginie jedna, to w drugiej były rzeczy obu podróżujących razem osób. Czyli walizki wspólne, a nie osobne.
Podróżującym indywidualnie polecam zarezerwowanie jednego-dwóch pierwszych noclegów przez internet, najlepiej w Negombo, trochę szalonej, rozrywkowej miejscowości o kwadrans drogi na północ od lotniska, bez konieczności przebijania się przez Kolombo do hotelu na południu kraju, co trwa około trzech godzin.
Negombo ma piękną plażę i mnóstwo większych i mniejszych hoteli i pensjonatów, których właściciele oferują także transport z lotniska, jeśli zamówi się u nich nocleg. Czekają w hali przylotów z kartonem z wypisanym nazwiskiem gościa. Potem, na miejscu, można zdecydować się na pozostanie tam, podróż po wyspie, albo przejazd na południe, choćby do Unawatuny, perły zachodniego wybrzeża, gdzie także jest sporo małych, przytulnych miejsc do spania i jedzenia, a okolona skałami zatoczka słusznie uchodzi za najpiękniejszą plażę na wyspie.
Możliwość zrobienia dalszych rezerwacji dają kawiarenki internetowe, rozpowszechnione wystarczająco tam, gdzie docierają turyści, a także rozmowy z innymi podróżnikami, lokalnymi biurami podróży, właścicielami hoteli. Poruszać po wyspie można się tuk-tukami (trzykołowe otwarte taksówki, dobre tylko na bliskie dojazdy), jak i normalnymi taksówkami, autobusami, koleją oraz transportem w minibusach, oferowanym przez właścicieli hoteli i plażowych naganiaczy. Szczególnie wobec tych ostatnich należy jednak stosować zasadę ograniczonego zaufania, zdarza się bowiem, że „beach boys", roztaczający wspaniałe perspektywy najtańszej i najlepszej wycieczki albo przejazdu, znikają jak sen złoty po wzięciu zaliczki. Oferty biur podróży czy hoteli są droższe, ale pewne.
Poniżej kilka linków do ofert polskich biur podrózy organizujących wyjazdy na Sri Lankę. Nie znaczy to, że polecam akurat te oferty. Doradzam wejście w Google i wyszukanie samemu, a te linki zamieszczam jako ilustrację oferty:
http://www.opaltravel.com.pl/ofertaa.php?id=1088
http://butterflytravel.pl/index.php?pid=7&step=4&tid=4548
do góry