Wtorek, 20 listopada 2007

Pisałem za rzadko, ale jednak...



Ampitiya

Wczoraj wizyta w krajowym katolickim seminarium duchownym w Ampitiya koło Kandy. Może nawet nie tyle wizyta, co wyprawa, bo wcale nie miałem pewności, czy będzie to miejsce opisywane w kościelnych źródłach jako założone przez biskupa Władysława Michała Zaleskiego. Dowiedziałem się o nim wiele lat temu z tablicy pamiątkowej w Ostrej Bramie, w Wilnie, gdzie się urodził. Zwróciłem na nią uwagę, bo rodzina żony nosi to samo nazwisko. W latach 1892-1916 biskup Władysław Michał Zaleski był delegatem apostolskim w Indiach i najwyższym rangą Polakiem-dostojnikiem kościoła powszechnego przed Janem Pawłem II.

Pojechaliśmy na przedmieście Ampitiya, autobus stanął, bo dalej w lewo do „National Seminary" wąską, krętą drogą podjechać już nie dałby rady, i po krótkim spacerze zza kolejnego zakrętu wyłonił się trzypiętrowy budynek seminaryjnego hostelu, a dalej solidne mury XIX-wiecznej budowli, dzieła polskiego duchownego, który zawędrował tu z polecenia papieża Leona XIII, by przygotowywać miejscowe, hinduskie duchowieństwo do szerzenia wiary katolickiej. Seminarium otworzył już po roku, na razie w wynajętych willach w Kandy, a budowa w Ampityi powstała w roku 1893.

Po seminarium oprowadzał nas ksiądz-kronikarz, znający doskonale zasługi naszego rodaka. Biskup Zaleski zakupił w Ampityi ponad 300 hektarów palmowego buszu, dzięki czemu chłopi postawili domy zwane Zaleski-town. On zaś, tnąc chaszcze, wystawił budynki seminarium służącego nie tylko Cejlonowi, ale całym Indiom, które wówczas, jako kolonia brytyjska, stanowiły jedność z obecnym Pakistanem i Bangladeszem. Do 1909 roku wyświęcono tu pierwszych 100 hinduskich księży, a kolejnym celem życia biskupa Zaleskiego stały się starania o beatyfikację Josepha Vaza, hinduskiego kapłana, który stanowił świetny przykład życia dla lokalnego kleru. Jego marzenie spełniło się w 1995 roku za sprawą polskiego papieża, który beatyfikował księdza Vaza jako „Apostoła Sri Lanki" podczas swojej pielgrzymki do tego kraju. Do Kandy, niestety, nie dotarł.

Biskup Władysław Michał Zaleski zmarł w 1925 roku w Rzymie, ale zgodnie z jego ostatnią wolą, jego prochy zostały przywiezione do Ampityi, a w 1955 roku, kiedy seminarium dla księży hinduskich przeniesiono do Puli w Indiach, 100 km na południe od Bombaju, szczątki biskupa Zaleskiego powędrowały tamże.

W Ampityi kształci się księży katolickich dla Cejlonu. Studiuje tu 300 alumnów, 200 skierowanych przez biskupów diecezjalnych i 100 zakonników. Portret biskupa Władysława Michała Zaleskiego wisi na honorowym miejscu w korytarzu na parterze. Z ciemnego zdjęcia przenikliwie spogląda dumny, energiczny, szczupły mężczyzna z bródką, w narzuconej na sutannę pelerynie, udekorowany licznymi orderami. Biskup Zaleski opublikował wiele prac naukowych, a jego pamiętniki, arcyciekawe „30 lat w Indiach" w 1997 roku wydał Uniwersytet Warszawski.

Poza zdjęciem i wspomnieniem tutejszych księży (spotkaliśmy 85-letniego emerytowanego zakonnika-wykładowcę z Bretanii, który zwierzył mi się, że go pamięta, ale ma mu za złe, że nasz rodak nie lubił, niestety, oblatów, do których on należy) pozostał po nim wielki, pokryty złotą koszulką obraz Matki Boskiej w kościele w Ampityi, położonym u stóp seminarium. W obszernej świątyni kościoła zaśpiewaliśmy kolędę, ksiądz nas uroczyście i długo błogosławił, ale gdy później, po ochłonięciu ze wzruszenia, dokładniej przyjrzałem się zdjęciu obrazu, dostrzegłem, że wcale nie przedstawia on Matki Boskiej z Ostrej Bramy, bo brakuje u dołu półksiężyca. Nie jest to także Matka Boska Częstochowska, choć obraz znany jest tu jako Polska Czarna Madonna. Jest więc kolejna zagadka?

Inne pomniki energii i wytrwałości biskupa Zaleskiego, szkoły katolickie, które poza seminarium wybudował w Ampityi, zostały przez Sri Lankę upaństwowione i służą obecnie innym wyznaniom lub oświacie powszechnej, przez co teren seminarium skurczył się do 90 hektarów, ale i tak pozostaje imponujący. Mieści piękne, starannie utrzymane ogrody i dwa boiska, na których alumni grali w krykieta, ale i w piłkę nożną, zapraszając nas do pokopania z nimi.

Przed naszą wycieczką był tu w połowie lat ‘90 polski ambasador, na 50-lecie otwarcia seminarium narodowego.




do góry