PiÄ…tek, 16 listopada 2007

Pisałem za rzadko, ale jednak...



Jak pomagać?

Jestem w Pelwehera Village, hotelu koÅ‚o Sigiryji, dwustumetrowej skaÅ‚y z freskami z piÄ…tego wieku naszej ery i niezapomnianym widokiem ze szczytu, na dżunglÄ™, jeziora, skaÅ‚y i góry w promieniu 20 kilometrów. Jutro Å›wiÄ…tynie skalne w Dambulli, także wspisane na listÄ™ swiatowego dziedzictwa UNESCO, jazda na sÅ‚oniach, safarii - czyli same atrakcje, jak na turystycznÄ… wyprawe na wyspÄ™ Serendipi przystaÅ‚o.

A ja chciaÅ‚em zanotować coÅ›, co od dawna opowiadam turystom, ale nie miaÅ‚em jeszcze szansy utrwalić tutaj: o tym jak trudno jest sensownie pomagać ofiarom przemocy - czy to naturalnej, jak tsunami, czy ludzkiej, jak wojna domowa, toczÄ…ca siÄ™ z niewielkimi przerwami od lat trzydziestu. DziÅ› wÅ‚aÅ›nie rzÄ…d potwierdziÅ‚ oskarżenia opozycji, że Tamilska Organizacja Odbudowy (Tamil Rehabilitation Organisation) przepompowaÅ‚a do Tamilskich Tygrysów 500 mln dol. Å›rodków przeznaczonych na likwidacjÄ™ skutków tsunami z 26 grudnia 2004 roku i zawiesiÅ‚ jej dziaÅ‚ania, a administracja amerykaÅ„ska zamoroziÅ‚a jej konta w tamtejszych bankach. Trzecia rocznica tsunami coraz bliżej i prasa bÄ™dzie peÅ‚na podsumowaÅ„ pomocy udzielanej przez Å›wiat Sri Lance po tej straszliwiej katastrofie, która pochÅ‚onęła 30 tysiÄ™cy ofiar, dziesięć razy wiÄ™cej niż atak na World Trade Center w Nowym Jorku.

A ja zamiast podsumowania przytoczÄ™ dwie opowieÅ›ci. Pierwsza o pomocy rzÄ…du norweskiego, który wybudowaÅ‚ miÄ™dzy innymi 75 domów dla rybaków, którzy stracili wszystko przed trzema laty. Domy sÄ… porzÄ…dne, murowane, majÄ… co najmniej trzy izby, kuchniÄ™, wykafelkowane podÅ‚ogi, Å‚azienkÄ™ z prysznicem i wc, wszystko zgodnie z norweskimi normami.

- I w tym wÅ‚aÅ›nie problem - opowiada przedstawiciel tutejszej organizacji pozarzÄ…dowej, która wspóÅ‚pracowaÅ‚a w budowie osiedla. - Problem, ponieważ rybakom te domy caÅ‚kowicie nie odpowiadajÄ…. Na kuchniÄ™ elektrycznÄ… ani gazowÄ… ich nie stać - butle drogie, 1300 rupi za 12,5 kg, wiÄ™c wolÄ… palić drewnem, a to kopci, wiÄ™c kuchnia zasmradza caÅ‚y dom. Powinna być na zewnÄ…trz, jak wszÄ™dzie u nas. Po kafelkach tylko siÄ™ czÅ‚owiek Å›lizga, trzeba je stale myć, a woda też droga. WystarczyÅ‚by szorstki cement, do pomalowania raz na trzy lata, taki jak byÅ‚ zawsze u bogatszych ludzi na wyspie. WC w domu - kto to widziaÅ‚, przecież to Å›mierdzi, o wiele lepsza jest wygódka na podwórku, tak jak zawsze byÅ‚o. No i ten prysznic- przecież pod takÄ… ciurkajÄ…cÄ… wodÄ… czÅ‚owiek porzÄ…dnie siÄ™ nie umyje. Trzeba nabrać wody do szaflika i polać siÄ™ niÄ… od gÅ‚owy, tak jak robiÄ… wszyscy, kiedy kÄ…piÄ… siÄ™ w rzece, czy przy wiejskiej pompie. Czy ci Norwegowie oczu nie mieli, czy nie wiedzieli, jak my żyjemy? I domki byÅ‚yby o wiele taÅ„sze, wiÄ™c wiÄ™cej mogliby ich wybudować, a tak to siÄ™ tylko ludzie mÄ™czÄ…. Kuchnie i wygódki dostawiajÄ…, prysznice wykrÄ™cajÄ…, do kitu z takÄ… pomocÄ…...

SpytaÅ‚em LankaÅ„czyka z NGO czy powiedzieli o tym Norwegom. SpojrzaÅ‚ na mnie jak na wariata. - A po co im to mówić? My mamy swoje zasady, oni swoje. Jakbym im powiedziaÅ‚, to by innÄ… organizacjÄ™ zaprosili do wspóÅ‚pracy, a przecież my też z czegoÅ› musimy żyć. I nie podam ci nazwy tego osiedla, bo żadne artykuÅ‚y prasowe nie sÄ… nam do niczego potrzebne.

Historia druga, tym razem z adresem: Kosogoda za HikkaduwÄ…, oÅ›rodek ratowania ginÄ…cych żóÅ‚wi. SkupujÄ… od chÅ‚opów jajka skÅ‚adane w piasku nad brzegiem morza przez żóÅ‚wice, wsadzajÄ… je na powrót w piasek w basenach i po kilku dniach wypuszczajÄ… do morza maÅ‚e żóÅ‚wiki. Przeżyje jeden na 150 i jeÅ›li to bÄ™dzie samica, to po 25 latach przypÅ‚ynie i zÅ‚oży jaja na tej plaży.

Szef oÅ›rodka, trzydziestoparoletni LankaÅ„czyk lekko przy tuszy, o rozeÅ›mianej twarzy, zaprasza mnie także do centrum komunalnego po drugiej stronie drogi, które prowadzi. PrzychodzÄ… tam miejscowe kobiety z dziećmi, robiÄ… bambusowe kadzideÅ‚ka sprzedawane przed Å›wiÄ…tyniami, a dzieci uczÄ… siÄ™ angielskiego u szczapowatych Angielek, ochotniczek od żóÅ‚wi. PiÄ™kna sprawa.

ZachÄ™cony zwierzam siÄ™ z pomysÅ‚u, który chodzi za mnÄ… od dawna: gdyby tak zorganizować w Polsce zbiórkÄ™ walizkowych maszyn do szycia, zalegajÄ…cych szafy i pawlacze (sami mamy takÄ… jednÄ… w domu), przywieźć je tutaj i rozdać ludziom, to mieliby warsztat pracy, bo maszyna do szycia daje tutaj przeżyć rodzinie.

- Świetny pomysł - odpowiada grubasek, patrząc na mnie spod oka. - Tylko... wiesz, ja też go miałem. Pokażę ci rezultaty. Po chwila wraca z kancelarii swojego centrum z ładnie oprawionymi w plastikowe ochraniacze pismami po syngalesku. Rozumiem tylko daty z 2006 roku.

- To są listy potwierdzające przekazanie rodzinom w Kosogodzie 26 maszyn do szycia zebranych w Niemczech i we Fracji - wyjaśnia.

 - Fantastycznie - zapalam siÄ™ - to ja ci z Polski też takie maszyny zorganizujÄ™ ...

- Spokojnie - studzi mój zapaÅ‚ grubasek - wpierw powiem ci, co z nimi siÄ™ staÅ‚o.

- Zepsuły się ? - pytam, czując jakąś wpadkę.

- To nie jest problem, mamy tu Å›wietnych mechaników, Singer to firma znana na Sri Lance. Nie, coÅ› innego: gdy w tydzieÅ„ później poszliÅ›my po domach, by sprawdzić jak pracujÄ… maszyny, nie byÅ‚o już żadnej.

- Jak to ? - nie rozumiem.

- A tak to, sprzedali je wszystkie, co do jednej.

Pomagać trzeba naprawdÄ™ umieć: dawać nie rybÄ™, a wÄ™dkÄ™, i to nie takÄ…, żeby jÄ… siÄ™ daÅ‚o sprzedać. Dlatego maszyn do szycia na razie nie zbieram, choć ochroniarz żóÅ‚wi z Kosogody twierdzi, że jakby te maszyny do szycia wstawić do jego centrum, to kobiety przychodziÅ‚yby tam szyć i coÅ› by zarobiÅ‚y, ale pod warunkiem, że w tym czasie ktoÅ› zajÄ…Å‚by siÄ™ ich dziećmi.




do góry