Piątek, 25 maja 2007

Pisałem za rzadko, ale jednak...



Bomba w Forcie

Wczoraj minął miesiąc. Jak na pobyt w jakimś kraju to już coś, jak na poznanie go - jeszcze mało. Data była więc symboliczna i dzień też: poranny wybuch bomby odpalonej w pobliżu wojskowego autobusu w Kolombo, która zabiła jednego wojskowego i raniła dziesięć osób, w tym kilku cywilów. Dzień wcześniej, 23 maja, w środę, podpisałem kontrakt i jednocześnie złożyłem paszport z wizą do przedłużenia na sześć miesięcy, co będzie mnie kosztowało 150 dolarów, ściągnięte z dzisiejszej wypłaty.

Być może jednak sprawy skomplikują się jeszcze bardziej, przed czym ostrzegał mnie wczoraj Paweł. A wbrew mojej dotychczasowej praktyce, właśnie we wtorek zdarzyły się, i to dwie, kontrole dokumentów "białych twarzy" przy jeździe tuk-tukiem do hotelu z klubu Barefoot Gallery. Powiedziałem dla kogo pracuję i jakoś to się rozeszło po kościach, ale gdybym miał paszport, to mogłoby być znacznie gorzej, bo według wizy prawa do pracy nie mam. Pytanie policjanta przeglądającego moje prawo jazdy było zresztą sformułowane jasno: A skąd mam wiedzieć, czy pana wiza jest ważna?

Stąd przyspieszenie z paszportem w środę, dziś - zaraz, bo jest kilka minut po dziewiątej - będę dzwonił do Madhu, kiedy będzie moja wiza. Zdaniem Pawła, nieźle z nią nakręcili, bo za 200 złotych w Polsce dostałem zwykłą turystyczną, taką jaką wbijają za darmo na lotnisku w Kolombo. Według niedawno zaostrzonych przepisów, by mając taką wizę uzyskać pracowniczą, trzeba ponownie pojechać do "kraju rezydowania", co oznaczałoby poważny kryzys, bo nie widzę żadnego powodu, by wydawać na taką podróż dwa tysiące złotych przy tak słabych perspektywach ruchu turystycznego. Bardzo jestem ciekaw jak sprawa zostanie załatwiona i na kogo zepchnięta odpowiedzialność.




do góry