Już po wycieczce z Litwinami, choć wolałbym powiedzieć z Ruskimi, nie tylko dlatego, że cały czas z nimi w tym języku gadałem, po ważnej rozmowie w biurze i miłym piwku wieczornym w hotelu Galle Face Green - obok mojego, pięknym, z klasą i widokiem na morze z nadbrzeżnej kawiarni.
Wycieczka poszÅ‚a dobrze, byliÅ›my w Kandy, na Sigiryi, gdzie nawet w ramach prac spoÅ‚ecznych wniosÅ‚em na górÄ™ nieco piachu do odnowienia zabytku (wnosili przede wszystkim zagraniczni turyÅ›ci, lokalnych niewielu), na koniec zdarzyÅ‚a siÄ™ sytuacja najmniej przyjemna - nie dali ani dolara ani kierowcy, który jechaÅ‚ wspaniale i w ogóle nie trÄ…biÅ‚, ani przewodnikowi, który co prawda nie byÅ‚ najlepszy, bo mówiÅ‚ zdecydowanie niewiele, ale powiedziaÅ‚em im, ile należy im zostawić. Tymczasem nie dali nic i byÅ‚o to bardzo przykre - ja wysiadÅ‚em wczeÅ›niej, w Kolombo, przewodnik Lal zadzwoniÅ‚ po póÅ‚torej godzinie z tÄ… informacjÄ….
W trakcie tej wycieczki rozgrywaÅ‚a siÄ™ sprawa bagażu Marcina, dziennikarza. Zagubiony podczas przylotu w czwartek, odnalazÅ‚ siÄ™ w piÄ…tek rano i zaczęły siÄ™ dziać dziwne rzeczy. Pierwsza to telefon do mnie z linii lotniczych Srilanka, gdzie Marcin zarejestrowaÅ‚ zgubÄ™. SkÄ…d mieli mój numer telefonu? PodaÅ‚a im Madhu, co powiedziaÅ‚a mi w czwartek. Podali mi numer Quatar Airways, ale zÅ‚y, próbowaÅ‚em interweniować u przedstawiciela biura na lotnisku, on potrzebowaÅ‚ numeru sprawy, ja nie go miaÅ‚em, ostatecznie przekazaÅ‚em sprawÄ™ Madhu okoÅ‚o ósmej rano. Po jakimÅ› czasie oddzwoniÅ‚a, że przywiozÄ… bagaż jeszcze dziÅ› do hotelu. PrzekazaÅ‚em to Marcinowi.
Kiedy o 14:30 byÅ‚em w hotelu Palm Beach po szóstkÄ™ wyjeżdżajÄ…cÄ…, bagaż jeszcze nie przyjechaÅ‚. WziÄ…Å‚em od żony Marcina voucher na wycieczki, pojechaÅ‚em na lotnisko, gdzie w nerwach dotarliÅ›my nie jak należaÅ‚o na trzy godziny przed wylotem, ale na mniej na mniej niż dwie. Madhu, która ustaliÅ‚a takÄ… godzinÄ™ odbioru grupy, tym razem nie dzwoniÅ‚a do mnie, że siÄ™ denerwuje czy odlecimy, choć poprzednio robiÅ‚a to, gdy spóźnienie wynosiÅ‚o zaledwie 20 minut. Do tego jeden z wylatujÄ…cych już na lotnisku oÅ›wiadczyÅ‚, że zgubiÅ‚ bilet, ale zachowaÅ‚em spokój i w trzy minuty bilet siÄ™ jednak znalazÅ‚.
ByÅ‚em w hotelu o szóstej, poszedÅ‚em na piwo w sÄ…siedztwie, które odkryÅ‚em przy okazji sesji dziennikarskiej, z tego zrobiÅ‚y siÄ™ dwa piwa, ale to inna historia. W sobotÄ™, gdy już dotarliÅ›my na nocleg do hotelu w Kandy, dostaÅ‚em SMSa od Marcina: "Cześć, dzwoniÅ‚em na lotnisko i oni twierdzÄ…, że czekajÄ… na pana Krajewskiego z paszportem wÅ‚aÅ›ciciela walizki." ZbaraniaÅ‚em, odpisaÅ‚em, że to jakieÅ› nieporozumienie, bo ja nic o tym nie wiem. Marcin powiedziaÅ‚ mi, że zdecydowaÅ‚ siÄ™ jechać po walizkÄ™ pÅ‚acÄ…c 60 dol. za taksówkÄ™ i pytaÅ‚ czy lepiej w nocy czy rano, poradziÅ‚em, że jednak rano, bo przecież lotnisko nie przyjmuje w nocy.
ByÅ‚a może dziewiÄ…ta wieczór, zadzwoniÅ‚em do Madhu, zaczęła piszczeć, że mam być szczęśliwy, że bagaż dotarÅ‚, że ona mówiÅ‚a, że może trzeba bÄ™dzie osobiÅ›cie. OdpowiedziaÅ‚em tak, że rzuciÅ‚a sÅ‚uchawkÄ™, wiec dalszy ciÄ…g konwersacji odbyÅ‚ siÄ™ SMS-ami. Ja: Klient jedzie jutro taksówkÄ… odebrać bagaż. Kto mu zwróci 60 dolarów za kurs? GdybyÅ› mi powiedziaÅ‚a to, co klient usÅ‚yszaÅ‚ dzisiaj na lotnisku, to bym odebraÅ‚ walizkÄ™, kiedy wczoraj tam byÅ‚em. Madhu: ZadzwoniÅ‚am do Quatar Airways w piÄ…tek i oni powiedzieli, że wyÅ›lÄ… bagaż do klienta. To prawda, że nie powiedziaÅ‚am ci o paszporcie dzisiaj, ale powiedziaÅ‚am w dniu, kiedy zgubili bagaż. A teraz kiedy próbujÄ™ ci to wyjaÅ›nić, mówisz do mnie bardzo zÅ‚ym tonem. OczywiÅ›cie, powinnam byÅ‚a powiedzieć ci, żebyÅ› wziÄ…Å‚ bagaż, gdyby oni mi to powiedzieli. SkÄ…d miaÅ‚am to wiedzieć? Ja: Ta rozmowa nie ma sensu. Klient wydaje 60 dolarów i jedzie sam odebrać bagaż. PomyÅ›l, kto jest za to odpowiedzialny. Madhu: Odpowiedzialne sÄ… Quatar Airways. I proszÄ™ to na nich podnoÅ› gÅ‚os, że podali błędnÄ… informacjÄ™, nie na mnie.
Po tej rozmowie dziada z obrazem szedÅ‚em dzisiaj do biura naÅ‚adowany jak Messerschmit. Wpierw zaÅ‚atwiÅ‚em sprawy wycieczkowe z DhanukÄ…, potem - nie witajÄ…c siÄ™ nawet z Madhu - usiadÅ‚em przed jej szefem, Mohanem. PoczÄ…tkowo, znajÄ…c jedynie jej relacjÄ™, byÅ‚ nieufny, ale kiedy porozmawialiÅ›my nieco dÅ‚użej, zorientowaÅ‚ siÄ™, że Madhu krÄ™ci na caÅ‚ego, byle wyÅ‚gać siÄ™ od odpowiedzialnoÅ›ci. Po zaÅ‚atwieniu tej sprawy - Marcin ma odbierać pieniÄ…dze w dolarach w przedstawicielstwie Quatar Airways przy wylocie - przeszliÅ›my do mojego kontraktu. Mohan zaoferowaÅ‚ miesiÄ™cznie stałą stawkÄ™ zamiast 10 dolarów za dzieÅ„ pracy, zgodziÅ‚ siÄ™ na wykreÅ›lenie obowiÄ…zków potwierdzania biletów, dziwnej konstrukcji umowy, która jest na rok, ale koÅ„czy siÄ™ po póÅ‚ roku i roztaczaÅ‚ perspektywy. CaÅ‚kiem inny czÅ‚owiek. PoprawionÄ… umowÄ™ mam podpisać w Å›rodÄ™.
Wstąpiłem do Crescat na sesję e-mailową, zjadłem lunch w foodcourt na dole - niezły, jakieś malezyjskie potrawy, ale ryż ciąży mi do teraz, muszę uważać na dietę, a po południu sprawdziłem American Information Center, gdzie za 1000 rupii wpisowego będę korzystać z darmowego internetu przez rok. Jutro będzie tam film medialny, o 18:30, zajrzę.
Niestety, przelewów też nie da siÄ™ stamtÄ…d zrobić, sprawdziÅ‚em. Potem dÅ‚uższy spacer nad morzem, piwko w Face Green i do laptopka.
Udany dzień.
do góry